Kiedy pomyślałam o stworzeniu nowej, relaksującej herbatki do naszego sklepu, wiedziałam jedno — tym razem musi powstać w pełni autentycznie, z rąk kogoś, kto naprawdę żyje ziołami. Jaka była moja radość, kiedy już po pierwszym kontakcie, Gosia z Osetek herbs zaczęła tworzyć dla nas próbki, z których w niecałe dwa tygodnie wyłoniła się Dear cha(r)momile — mieszanka, której nazwą chciałam nawiązać zarówno do kojących właściwości rumianku, jak i uroku ukrytego w jej kwiatowym smaku i aromacie.
Martyna: Duńskie /hygge/ rozumiane jest jako przytulność, ciepło na sercu, stan harmonii i zadowolenia. Czym dla Ciebie jest hygge, jak je osiągasz?
Gosia: Kiedyś myślałam, że hygge można znaleźć tylko gdzieś daleko — w Bieszczadach, w drewnianym domku, przed kominkiem z książką w ręku. Dziś odkrywam je w małych, codziennych przyjemnościach: upieczeniu jesiennych ciasteczek z przepisu zapisanego od dawna na TikToku czy wspólnym buszowaniu z mamą po second handach w poszukiwaniu perełek, takich jak wełniane swetry czy skórzane kurtki.
Hygge to dla mnie także posprzątane, pachnące mieszkanie. Dopiero wtedy potrafię naprawdę odpocząć i poczuć się przytulnie — choć czasem żartuję, że to może odrobina nerwicy natręctw 😊
W jaki sposób relaksujesz się, odpoczywasz?
Najlepiej odpoczywam w naturze! Tak było od zawsze, choć odkąd stała się też moją pracą, nie daje mi już takiego pełnego wyciszenia jak kiedyś — zawsze gdzieś pojawiają się w głowie różne kalkulacje czy pomysły.
Jesienią odpoczynek zdecydowanie oznacza dla mnie grzybobranie, nic tak nie resetuje mojego umysłu, jak to pozornie proste zajęcie. W każdej wolnej chwili łapię za koszyk i lecę do lasu.
Na co dzień praktykuję też jogę. Traktuję ją bardziej jako formę relaksu i ukojenia niż typowy trening.
Jak zaczęła się Twoja zielarska przygoda?
Wychowałam się na wsi, więc własne przetwory i zioła były w moim życiu obecne od zawsze. Gdy ktoś w domu chorował czy się przeziębił, w pierwszej kolejności sięgaliśmy po naturalne sposoby — na przykład słynny syrop z cebuli. Dzięki temu nie zaczynałam od zera, bo miałam cudowne wzorce w domu (i wciąż mam, bo w firmie pomagają mi głównie moi rodzice).
Później, już jako nastolatka, zaczęłam interesować się zdrowym odżywianiem, a swoje pierwsze ziołowe mieszanki skomponowałam jeszcze w liceum. Poszłam na studia związane z żywieniem człowieka, ale wciąż czułam, że to nie do końca moja droga. Zupełnym przypadkiem trafiłam w internecie na warsztaty zielarskie i… przepadłam. Moi bliscy żartowali, że po powrocie zamieniłam nasze mieszkanie w małą pracownię zielarską. Potem były kolejne kursy, warsztaty i w końcu decyzja o stworzeniu Osetek Herbs. W grudniu miną dwa lata, a to już nasz trzeci sezon zbiorów, które z roku na rok rosną w imponującym tempie.
Chciałabym napisać, że to piękna historia o tym, jak zioła odmieniły moje życie i że od razu poczułam swoją misję… Ale prawda jest taka, że wciąż jestem w drodze i nie do końca wiem, dokąd mnie to wszystko zaprowadzi. Wiem jednak, że moje produkty pomagają innym — i to daje mi ogromną radość i satysfakcję!
Jakie rytuały pozwalają Ci zakończyć dzień i wyciszyć się przed snem?
Przede wszystkim — przewietrzona sypialnia. Wolę otwarte okno i dodatkowy koc od spania w dusznym pokoju, nawet zimą. Każdy mój dzień kończy się (i zaczyna) naparem ziołowym. To taki mały rytuał, który towarzyszy mi od wielu lat i bez którego trudno mi się obyć.
Pracuję jeszcze nad odstawieniem telefonu przed snem. Od kiedy prowadzę firmę, najlepsze pomysły potrafią wpadać mi do głowy właśnie wtedy, tuż przed zaśnięciem… ale powoli uczę się, jak sobie z tym radzić.
Opowiedz proszę, w jaki sposób powstała nasza wspólna mieszanka Dear cha(r)momile?
Pomysł na skład mieszanki Dear cha(r)momile narodził się w mojej głowie bardzo szybko — ale to wcale nie znaczy, że jest niedopracowana. Wręcz przeciwnie! Czasem najprostsze pomysły okazują się najlepsze 😊 Ta kompozycja jest słodka i delikatna w smaku, a jednocześnie kryje w sobie ogromną moc. Znalazły się w niej chyba wszystkie moje ulubione zioła: kwiat lipy i głóg, które moim zdaniem są dziś zdecydowanie za mało doceniane; rumianek oraz płatki róży. Wszystkie razem nie tylko pięknie wyglądają w paczce, ale też wyciszają i łagodzą. To cudowna mieszanka dla każdego, a ja jestem z niej naprawdę dumna.